Antykryzysowa recepta wypisana, czas na kurację

Można się spodziewać, że euforia po szczycie europejskich państw dość szybko opadnie. Leczenie będzie długie i bolesne, szczególnie dla banków, które będą musiały przełknąć 50 proc. stratę i znaleźć kapitały.

W czwartek na rynkach finansowych aż kipiało od euforii. Jak w każdej euforii, więcej w niej było emocji niż kalkulacji. A to nie wróży dobrze jej kontynuacji. Reakcje podszyte wyłącznie emocjami szczególnie silnie widoczne były na rynku surowcowym. Mimo, że rozwiązania przyjęte w trakcie środowego szczytu bezpośredniego związku ze stanem realnej gospodarki naszego kontynentu nie miały, notowania kontraktów na miedź wystrzeliły w górę o 5,5 proc., a ceny ropy naftowej wzrosły o ponad 2 proc. Gdy emocje opadną, powróci refleksja dotycząca już widocznego spowolnienia wzrostu w strefie euro, a może nawet recesji. Wówczas opadną też i notowania surowców.

Niemniej euforyczne i tryumfalne były wypowiedzi polityków. Premier Francji Nicolas Sarkozy skromnie stwierdził, że w trakcie szczytu podjęto decyzje pozwalające uniknąć globalnej katastrofy. Złośliwi mogliby dodać, że chodzi o katastrofę, do której ci sami politycy walnie się przez ostatnich kilka lat przyczynili. Ratunkowa mikstura, którą teraz przyrządzili ma raczej gorzki smak i kuracja nie będzie przyjemna. Szczególnie dla banków, które musiały pogodzić się ze stratą połowy pieniędzy zaangażowanych w greckie obligacje. A dokapitalizować będą musiały się same. Na razie akcje banków także mocno szły w górę. To w dużym stopniu dzięki nim paryski CAC40 wzrósł o ponad 6 proc., a DAX zyskał 5,3 proc.
W czwartek po początkowym krótkim wahaniu, ostro zwyżkowały także indeksy na Wall Street. Najskromniej wypadł Dow Jones, rosnąc o 2,9 proc. Nasdaq zyskał 3,3 proc. a S&P500 poszedł w górę o 3,4 proc. Amerykanom pomagały również dane makroekonomiczne. Tempo wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale wyniosło 2,5 proc. Choć było zgodne z oczekiwaniami, zostało odebrane optymistycznie. Trudno się dziwić, skoro było niemal dwukrotnie wyższe niż w poprzednich trzech miesiącach. Byki na Wall Street mają więc mocne argumenty. Prawdopodobnie z ich wykorzystaniem będą musiały jednak nieco poczekać. Po trwającej od pierwszych dni października fali wzrostów można spodziewać się korekty. Jej wystąpienie sugeruje dzisiejsze zachowanie kontraktów terminowych. Te na Dow Jones a i S&P500 spadały rano po 0,3-0,4 proc. Po 0,4-0,5 proc. w dół szły też pochodne na CAC40 i DAX-a. Tak szybkie wyczerpanie się podszczytowego optymizmu na europejskich parkietach nie byłoby dobrym sygnałem.

Giełdy azjatyckie zanotowały dziś solidne wzrosty, ale euforii nie było widać. Nikkei na godzinę przed końcem handlu zyskiwał 1 proc. Shanghai B-Share rósł o 1,5 proc., a Shanghai Composite o ponad 1 proc. W Hong Kongu, Tajlandii i Indiach zwyżki przekraczały 2 proc.

Na bliższych nam parkietach możemy mieć dziś do czynienia z ostudzeniem emocji. Możliwe są też spadki, jeśli pojawią się komentarze mówiące o wynikach szczytu w nieco innym tonie, niż robią to politycy.

Roman Przasnyski
Open Finance